Z Ticketami po świecie #1: Tłok w sercu Afryki

Tym wpisem chciałbym zacząć cykl, w którym opowiem Wam co nieco o różnych wersjach Wsiąść do pociągu, czyli Ticket ot Ride. Zasadniczo podstawą każdego wpisu będzie konkretna rozgrywka, więc może się zdarzyć, że skrobnę coś na temat konkretnej mapy więcej niż raz (na przykład gra na tej samej mapie w 2 osoby i w 5 osób to zupełnie różne bajki). Zaczynamy od najnowszej mapy do Ticketów, czyli Map Collection #3: Heart of Africa.

Czym to się różni od zwykłych Ticketów?

Różnice zasadnicze są dwie. Zanim jednak przejdziemy do nich, mała uwaga. Heart of Africa to mapa dla 2-5 osób. Jak w każdej mapie 5-osobowej do TtR, tak i tutaj gra w dwie osoby to zasadniczo pasjans – szansa, że ktoś komuś skutecznie przeszkodzi jest raczej niewielka. Partyjkę, którą opisuję w tym wpisie graliśmy jednak w 5 osób, więc wrażenia były diametralnie odmienne.

Dobrze, zacznijmy więc od kilku słów o samej mechanice tego dodatku i różnicach między podstawką, a Afryką. Pierwszą z różnic można dostrzec gołym okiem od razu po rozłożeniu planszy. Spójrzcie na zdjęcie:

ttr1-serce-afryki-1

Cała środkowa część mapy to tylko trzy kolory tras – zielony, niebieski i różowy. Całe południe afryki to w zasadzie żółty, czerwony i pomarańczowy. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że jeżeli mamy ticket w danym rejonie, to mapa zmusza nas do zbierania konkretnych kolorów. W żadnej innej mapie do TtR nie ma takiego rozwiązania – zwykle, jeżeli nie udaje nam się dobrać jakiegoś koloru do potrzebnej trasy, możemy szukać obejścia innymi kolorami. Tutaj to jest znacznie ograniczone.

Druga różnica wynika z dodatkowej mechaniki, wprowadzonej w Heart of Africa. Dostajemy do dyspozycji dodatkową talię kart, tzw. karty terenu. Zrzucając karty terenu podczas budowania odcinków trasy mamy szansę podwoić punkty, które dostajemy za ten odcinek. Przykładowo, zamiast 7 punktów za odcinek z 4 wagoników, możemy dostać 14. Karty terenu musimy normalnie dobierać na rękę, tak samo jak karty wagonów. Jest jeszcze kilka zasad w tej mechanice, ale nie chcę się tutaj nad nimi rozwodzić. Podstawowa konsekwencja jest taka, że punkty za odcinki trasy są na tej mapie o wiele ważniejsze, niż na innych.

Jak się grało?

Wspaniale, jak zawsze w Tickety. Ba, nie przeszkodziło mi nawet to, że dostałem solidne bęcki i skończyłem grę na ostatnim miejscu, z nędznym wynikiem 70 punktów (zwycięzca miał 129). Heart of Africa ma to do siebie, że rozkład ticketów jest bardzo losowy i można dobrać trasy za 5-6 punktów, a można również takie za 20-22. W przypadku naszej gry w ogóle było wesoło, bo od razu okazało się, że 4 z 5 graczy ma bilety do wykonania w okolicach Mombasy. Nawet trzy kolejki nie minęły i każdy nerwowo gryzł paznokcie i na tempo wystawiał cokolwiek, żeby zagwarantować sobie jakiekolwiek dojście do tego miasta.

Po tym pierwszym zdobyciu przyczółka gra się trochę rozluźniła – każdy zaczął robić swoje bilety w różnych częściach mapy – no, z wyjątkiem jednej sytuacji, gdzie dwójka graczy równolegle zajmowała trasę przy wschodnim wybrzeżu, ale to nie był problem – akurat tam były odcinki dwutorowe.

Mniej więcej w 2/3 gry znowu zrobiło się gorąco, ponieważ większość graczy po dobraniu dodatkowych ticketów musiała budować w okolicy Bogoro / Bondo – na północy mapy. W tym właśnie momencie została przypieczętowana moja porażka – zablokowano mi wszystkie wejścia do Bondo, co w moim przypadku oznaczało bilet za 22 punkty na minus. Zabolało.

Końcówka gry była dość śmieszna. Każdy z nas miał po 6-8 wagoników, mapa była w dużej części zajęta, więc nie bardzo było po co dobierać dodatkowych biletów. Rozgrywka zmieniła się więc w kombinowanie, gdzie kto jeszcze może chcieć iść i wzajemne blokowanie tras w ciemno. Uśmialiśmy się setnie przy tej okazji. Na zakończenie wrzucam kilka fotek przedstawiających mapę na koniec gry – jak sami widzicie, tytuł wpisu nie jest przypadkowy 🙂

 

Taki drobny myk na koniec…

Grając na mapie Afryki kilka tygodni temu, jeden z moich znajomych postawił ciekawą tezę. Otóż stwierdził, że całkiem sensowną taktyką na tej mapie jest zupełne zignorowanie ticketów. Na początku gry zostawiamy sobie dwa najtańsze i w ogóle się nimi nie przejmujemy. Potem zaś koncentrujemy się na budowaniu tras i możliwie częstym podwajaniu ich wartości (opisana wcześniej dodatkowa mechanika w Heart of Africa). Ponieważ nie musimy się przejmować tym, gdzie budujemy, mamy dwie korzyści – po pierwsze łatwiej nam dobrać odpowiednie kolory, po drugiej łatwiej nam blokować przeciwników.

Wzmiankowany znajomy stwierdził wręcz, że grając w ten sposób jesteśmy w stanie doprowadzić do sytuacji, że nasi oponenci nie będą w stanie zrobić swoich ticketów, bo ich poblokujemy. Czyli oni dostają minusy za niezrobione tickety, a my tłuczemy punkty na podwójnych trasach. Szczerze przyznam, że nie jestem pewien tej taktyki, ale kusi mnie coraz bardziej, żeby spróbować. Jak już to zrobię – na pewno napiszę, jak mi poszło 🙂

 

  • Machcio

    „Drobny myk” jest jak najbardziej prawdziwy i sensowny. Trasa szóstka na Madagaskar za podwójne punkty i jednym odcinkiem masz więcej punktów niż za najdłuższy ticket. Coś jak afrykańska wersja tunelu ósemki w Europie 😛

    • Stanisław Juźwicki

      No dobra, ale co innego złapać 30 punktów za trasę na Madagaskar przy okazji normalnej gry (bo na przykład masz ticket na Madagaskar), a co innego nastawić się tylko na punkty z budowy tras i blokowanie innych. Moj
      a wątpliwość wynika tylko i wyłącznie z tego, że nie wiem, czy grając na 5 osób jedna osoba może zblokować 4 pozostałe.

      Bo jakby na przykład 2 osoby wzięły się za blokowanie, to 3 pozostałe nie mają żadnych szans – tylko że wtedy rozgrywka zamienia się w trollfest i o żadnej realizacji ticketów raczej nie ma co myśleć 🙂

    • Krzysztof Pęcherski

      No nie wiem, na pewno nie jest to naj:), ja parę razy grałem w Afrykę w 4-5 osób i totalnie ignorowałem podwajanie punktów bo szkoda było mi zbierać kart terenów kosztem kart wagonów i wygrywałem realizując najwięcej ticketów (w tym te długie) i zbierając na długie trasy. Reszta towarzystwa wolniej zbierała karty wagonów i mimo podwajania nie była w stanie mnie dogonić 🙂 Może to kwestia współgraczy, ale grałem w dwóch różnych składach.

      • Stanisław Juźwicki

        No właśnie, ale widzisz – Twoi współgracze szli tak po środku – trochę ticketów, trochę podwajania punktów. A tu chodzi o wypróbowanie metody, gdzie jedna osoba w ogóle tylko skupia się na punktach za podwójne trasy, prawdopodobnie optymalnie 4-ki i 3-ki, a przy okazji blokuje wszystko co się da, bo sama nie jest związana żadnymi ticketami i może siekać wagonikami po planszy bez opamiętania.

        To ma jeszcze jedną konsekwencję – nieprzewidywalność takiego gracza. Normalnie jak grasz, to możesz mniej więcej ogarnąć, gdzie kto ma tickety i możesz w jakimś stopniu przewidzieć, czy i gdzie ktoś Ci może przeszkodzić. To z kolei oznacza, że masz jako takie źródło do podjęcia decyzji, czy już gdzieś się budować, czy jeszcze zbierać.

        A teraz dodaj do gry takiego wariata, który wstawia wagoniki w losowe miejsca, bo akurat ma taki kolor kart na ręku. Raz na innej mapie grałem z kimś takim, po prostu masakra, nie znasz dnia ni godziny 🙂

        • Krzysztof Pęcherski

          Masz rację:) Może przy najbliższej okazji przetestuję strategię luzaka blokera.

  • kwiatoszZnadPlanszy

    Czy to podwajanie punktów sprawia, że trzeba na bieżąco liczyć punkty? Pytam, bo jeszcze nigdy nie udało się nam policzyć poprawnie punktów w trakcie gry, więc w końcu zrezygnowaliśmy i liczymy na koniec. Jeśli tu się tak nie da to już wiem, że mój portfel będzie szczęśliwszy.

    • Stanisław Juźwicki

      Tak, niestety w tym wypadku trzeba liczyć na bieżąco. Generalnie mam tak samo, jak Ty – punkty liczymy na koniec. Niemniej na mapie Afryki jakoś udaje nam się dyscyplinować i liczyć od razu po ruchu. Nawet daje radę 🙂 (mwhahahaha, Twój biedny portfel :P)

      • kwiatosz

        Nie lubię tej odpowiedzi, nie lubię 😛 Ok, to ustawiam sobie Afrykę w kategorii „chcę, ale na przecenie” i zobaczymy co z tego wyjdzie. Chlip.