7 dni Westerplatte

Podejrzewam, że Wookiemu skromność nie pozwala tak bezczelnie opisywać na blogu swojej własnej gry, ale dla mnie to tym lepiej, będę miał tę frajdę 🙂 Zresztą i tak bym to zrobił, w końcu kooperacyjne planszówki to mój konik (pewnie dlatego, że za bardzo zamulam w euro, hmmm….). Tak czy siak, jak to nasi prasłowiańscy przodkowie mawiali, „without further ado” przejdźmy do samej gry, czyli „7 dni Westerplatte”.

Czym „Westerplatte” jest?

Ano, jako się rzekło, Westerplatte jest co-opem. Konkretnie co-opem dla 1-4 osób, których zadaniem jest przeżyć 7 dni. Przez przeżycie rozumiemy w tym przypadku niedopuszczenie do tego, by mechanika gry (a.k.a. „Niemcy”) zniszczyła z góry ustaloną część naszego garnizonu. Przez 7 dni z kolei rozumiemy odrzucenie konkretnej ilości wrogich kart (tak dokładnie to 8 każdego dnia, czyi 56 w sumie). Odrzucić kartę można poprzez pokonanie wrażej jednostki, albo poprzez rozegranie efektu samej karty, jeżeli jest jednorazowy.

Westerplatte korzysta z bardzo popularnego schematu gier kooperacyjnych, czyli: gracz robi coś dobrego, gra robi coś złego, kolejny gracz robi coś dobrego, gra robi coś złego. I tak do końca. Dokładnie tak samo zbudowany jest Pandemic, Ghost Stories, Flashpoint i pewnie wiele innych co-opów. Sprawdzony schemat, po co psuć coś, co działa. Oczywiście ubocznym skutkiem takiego podejścia do rzeczy jest standardowy mankament co-opów, czyli samiec alfa, no ale cóż, nie można mieć wszystkiego.

Ujmując temat dokładniej, najpierw gracz wykonuje 2 ruchy swoim pionkiem oraz akcję przypisaną do miejsca, w którym się znalazł (w dowolnej kolejności, może być na przykład ruch – akcja – ruch). Potem inicjatywa przechodzi na stronę Niemców. Najpierw atakują wszystkie jednostki niemieckie, które są wystarczająco blisko, następnie wykładamy nową kartę Niemców, na końcu wybrane jednostki niemieckie podchodzą bliżej, by mieć szansę zaatakować w którejś z przyszłych tur. Jednostki niemieckie mają różne statystyki (siła ataku, ilość punktów życia, szybkość ruchu), więc niektóre szybciej nas będą bić, niektóre szybciej podejdą pod mury, niektóre w końcu trudniej jest wyeliminować. Mamy więc element decyzyjny „ociec, kogo prać?”.

Dodatkowym elementem planistycznym jest fakt, że Niemcy atakują na 5 tzw. torach ataku. To gdzie jest dana jednostka wroga decyduje o tym, gdzie będzie atakować, skąd można ją atakować i co potencjalnie może nam zniszczyć. Na zdjęciu poniżej widać to dobrze – jednostki niemieckie rozpoczynają swój marsz na nasze umocnienia (wybaczcie kolory, zwykle jak w coś gram, to akurat tylko komórkę mam pod ręką do zrobienia zdjęcia).

westerplatte1

My, jako dzielni obrońcy, również mamy kilka asów w rękawie – możemy buchnąć Niemcom z moździerza (2 obrażenia w wybraną jednostkę), możemy podłożyć minę na konkretnym torze ataku, która to mina wyeliminuje pierwszego frajera, który będzie miał pecha znaleźć się na odpowiednim polu. Dodatkowo możemy postarać się o wysokie morale naszych wojsk, dzięki czemu otrzymamy dodatkowe zasoby (miny, granaty moździerzowe), dodatkowe ruchy, czy wreszcie dodatkowe akcje.

Dodajmy do tego jeszcze karty wydarzeń, które mogą nam dać albo jednorazowy bonus albo jednorazowego klapsa… i to w skrócie cała mechanika gry.

Wrażenia

Jeżeli Wam się wydało, że powyższy opis jest skomplikowany… to znaczy, że muszę napisać go jeszcze raz. Westerplatte jest prostą grą. Nie jest grą łatwą (o tym za chwilę), ale zdecydowanie jest grą prostą. Ma to oczywiście swoje wady i zalety. Genialnie nadaje się na gateway dla ludzi, których wciągamy w planszówki. Powiedziałbym, że stopniem skomplikowania przypomina Pandemica – a nie znam planszówkowego nowicjusza, który nie złapałby Pandemica. Mnie osobiście trochę szkoda – miałem nadzieję, na coś bardziej hardcore’owego – ale rozumiem, że w tym przypadku raczej jestem w mniejszości 🙂

Pisałem o trudności gry. Otóż Westerplatte jest grą raczej trudną. Nie miałem co prawda okazji grać na najtrudniejszym poziomie (są 3 poziomy, różnią się trzema rzeczami, ale najważniejsze są karty wydarzeń, na najłatwiejszym poziomie są same dobre, na najtrudniejszym same złe), ale na poziomie łatwym nie było cukierkowo, a średni wygraliśmy ledwo ledwo i to nie za pierwszym razem.

Tu muszę napisać, że gra jest wredna – perfidnie usypia czujność gracza. Jeżeli podejdziemy standardowo, czyli od początku gry optymalizujemy swoje ruchy, to przez pierwsze trzy dni rozniesiemy Niemców na strzępy, 4-go i 5-go dnia będzie delikatny uśmiech, a ostatniego dnia nie będziemy mogli zrozumieć, jak mogliśmy się tak dać pokroić przez dwie artylerie… Tu trzeba trochę inaczej – jak to mówią w Marines: „conserve your ammo!” (tak przy okazji, mechanika amunicji też w Westerplatte jest i bardzo fajnie działa). W pierwszej grze popełniliśmy ten błąd, a na zdjęciu poniżej macie efekt – to jest stan z końca gry, w której Niemcy o mało nas nie roznieśli (a był to najłatwiejszy poziom trudności).

westerplatte2

Na koniec aspekt w sumie ważny, ale z powyższych akurat najmniej – strona wizualna gry. O ile grafiki na kartach bardzo mi się spodobały, odpowiednia kolorystyka, odpowiedni klimat i w ogóle, o tyle plansza… jakoś mnie nie nastroiła do epickiego boju o każdy kawałek ziemi. Funkcjonalnie jest ok, wszystko widać, wiadomo co się dzieje, ale jakoś tak brakuje pazura.

Werdykt

W zasadzie przy ocenie gry podstawowym pytaniem jest – dla kogo.

Jesteś planszówkowym wyjadaczem, z setką albo dwoma setkami tytułów za pasem? Cóż, w Westerplatte nic zbytnio nowego nie odkryjesz (poza trikiem z amunicją, to mi się spodobało). Ot, sprawnie zrobione Ghost Stories, tylko otoczka inna.

Jesteś „nowy w branży”, albo szukasz czegoś do zachęcenia rodziny / znajomych? Polecam bardzo, Westerplatte nikogo nie przytłoczy, gra się względnie krótko (około godziny), sama mechanika gry jest sprawna i sensowna, no i mamy dodatkową wartość edukacyjną.

 

 

Shameless plug

Miałem napisać ten tekst w przyszłym tygodniu, ale stwierdziłem, że jest drobna okazja do cross-marketingu 😛 Otóż już w ten weekend (20-22 września) mamy w Łodzi kolejną edycję ŁPGa, a Westerplatte będzie uczestniczyło w naszej stałej akcji turniejopodobnej, czyli Grywalizacji. Będzie można zdobyć achievementy za heroiczne wyczyny, czegóż chcieć więcej?

  • wookieZnadPlanszy

    Dzięki za recenzję!

    • Stanisław Juźwicki

      Ależ proszę, dobry człowieku 😛

      BTW, zastanawiałeś się nad takim wariantem, w którym wykonanie akcji na kaflu amunicji rozdaje amunicję graczom po równo, tak jak dodatkowe ruchy / akcje z morale albo amunicja z wydarzenia? W naszych grach akurat mieliśmy takiego pecha, że kafel z amunicją był dokładnie na końcu, a kafle z minami / moździerzem na drugim końcu – łażenie każdego z osobna po ammo było straszne…

      Oczywiście to by znacznie ułatwiło grę, a myślę że konieczność planowania amunicji i koordynacji „reloadu” w drużynie jest bardzo fajna. Tak tylko jako home rule sobie kombinuję.

      • wookieZnadPlanszy

        W tej grze można sporo kombinować ze zmianami zasad. Jak chociażby z ułożeniem kafli akcji samemu, zamiast ich losowania.

        Myślę, że na najwyższym poziomie spokojnie można wariant z takim dobieraniem amunicji zastosować, żeby sobie ułatwić grę 😉

  • Paweł Dyrdoń

    Grałem już ze 4-5 razy z różnymi osobami, na średnim poziomie trudności. Na początku przegrywaliśmy równo. Potem doczytaliśmy o tym, że jak dwie osoby stoją na danym stanowisku ogniowym to można oddac strzał za 2 pkt. obrażeń korzystając z jednego naboju od towarzysza. Jak to zastosowaliśmy, udało się! Ale i tak nie było łatwo 😉 Muszę przyznac, że osobom, które nie mają zbyt wiele z planszówkami wspólnego, gra bardzo się podoba (a gdy włączy się np. z komputera jakieś odgłosy walk, czy pieśni patriotyczne, to już w ogóle). Natomiast tzw. wyjadaczom gra dość szybko się nudzi, czyli tak jak sądzi pan Orions. 😉

    • Stanisław Juźwicki

      To nawet nie to, że gra się nudzi. Ona jest po prostu bardzo podobna do innych gier tego gatunku, oczywiście z pominięciem zupełnie różnego settingu. W Pandemica czy Ghost Stories grałem ileśdziesiąt razy i mi się nie znudziły, a Westerplatte jest podobne, więc nie sądzę, żeby się szybko nudziło. Po prostu dla kogoś, kto ma ograne dużo tytułów, nie jest to żaden nowy koncept. Powstaje pytanie, czy przy 65k gier na BGG można w ogóle wymyślić jeszcze jakikolwiek nowy koncept, ale to już inna dyskusja 🙂

  • Pingback: Gry planszowe w pigułce #246 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()

  • Anna

    Czy możecie podpowiedzieć co robicie gdy wszystkie tory Niemców są zajęte, a czas na kolejną kartę?