Ale to już było…

Dzisiaj będzie o powtarzalności w grach, ale nie w kontekście regrywalności, tylko w kontekście tego ile jest gier podobnych, bardzo podobnych albo wręcz takich samych. Przy tej ilości tytułów, jakimi jesteśmy zalewani (w momencie pisania tego wpisu prawie 75.500 tytułów na BGG) nie da się uniknąć kopiowania czegoś, co już wcześniej było.

Do napisania tej notki skłoniły mnie dwie refleksje. Pierwsza nachodzi mnie zwykle wtedy, gdy szukam jakiegoś tytułu pod kątem powiększenia kolekcji, przeglądam różne kategorie i czytam recenzje (albo, częściej, podsumowania recenzji i komentarze). Nie ma możliwości, żeby ktoś gdzieś nie napisał „ale przecież to już było”. Ta mechanika już była tu i tam, ten pomysł wykorzystano tam i siam. Specjalnie postanowiłem to sprawdzić głębiej i zrobić kilka kwerend na BGG.

Spytałem szanowną bazę danych o gry z mechaniką worker placement i w klimacie medieval. Wynik – około 110 tytułów. Zaczynamy od Caylusa, potem mamy Filary Ziemi, Kingsburg i Ora et Labora. Oczywiście nikt normalny nie powie, że Filary Ziemi są podobne do Ora et Labora, ale w 110 pozycjach na liście na pewno znajdzie się coś z większym wspólnym mianownikiem do któregokolwiek z tych tytułów. Połączenie worker placement oraz tematu city building daje podobną liczbę rezultatów. Kombinacja mechaniki hand management z tematem civilization daje już około 150 rezultatów.

Dlaczego w ogóle zacząłem temat? Ponieważ od jakiegoś czasu mam wrażenie, że nic drastycznie nowego nie bardzo da się już wymyślić. Oczywiście co jakiś czas zjawia się gra, która pokazuje, że nie można tego stwierdzenia postawić kategorycznie. Najświeższym przykładem są Alchemicy, którzy naprawdę wykazują się innowacyjnością.

Z tą innowacyjnością to jest jednak różnie, o czym świadczą obecne nagrody Golden Geek. Nie miałem niestety okazji zagrać ani chociaż obejrzeć wszystkich gier, które są nominowane na BGG w kategorii gry innowacyjnej, ale do niektórych tytułów miałbym zastrzeżenia.

Ot na przykład Dead of Winter (bardzo fajna gra, ale nie widzę w niej nic innowacyjnego) albo mój ostatni ulubieniec, czyli Paperback. Ta ostatnia gra wciąga jak niezgorsze bagno, graliśmy ostatnio do pierwszej w nocy, ale wybaczcie, cała mechanika tutaj to Scrabble, znany od kilku dekad i Dominion, który został już przerobiony na wszystkie strony. Specjalnie wybrałem gry, które mi się spodobały, po prostu nie widzę w nich żadnego powiewu świeżości. Do tego jeszcze zresztą wrócimy na koniec.

Napisałem na początku, że do napisania tego tekstu skłoniły mnie dwie refleksje. Pierwszą macie powyżej, druga jest już zdecydowanie bardziej… ja wiem, egoistyczna? 🙂 Otóż, jak pewnie większość zapalonych fanów planszówek, jestem niespełnionym designerem. Prototypy kurzą się w szufladzie, nie wiem, może kiedyś do nich wrócę. Jak będę miał czas. Taaaa, jasne… Ale dobrze, załóżmy czysto hipotetycznie, że albo wygrywam w totka i mogę rzucić pracę albo jakimś cudem wykrawam sporą ilość czasu wolnego i mogę się zająć tworzeniem gier. Mam wybór – albo starać się wykombinować coś naprawdę oryginalnego (jak mi się uda, to będę drugim Alanem R. Moonem, ale umówmy się, jaka jest szansa…) albo starać się na siłę odróżnić (co zwykle kończy się tym, że psuję coś, co działa) albo zaakceptować, że moja cudowna nowa gra tak naprawdę będzie zlepkiem zapożyczeń z innych tytułów.

I tu dochodzimy do konkluzji. Teza, którą chciałem postawić w tym tekście w skrócie brzmi „wszytko już było”. Oczywiście z pewnymi założeniami statystycznymi (raz na 100 prób ktoś wymyśli coś nowego), ale myślę że w swoim ogólnym wydźwięku owa teza jest do obronienia.

I teraz pytanie kulminacyjne: a czy to jest aż taka tragedia? Innymi słowy, czy jeżeli ktoś wyda kolejną (pewnie gdzieś tak pięćdziesiątą) grę o budowaniu zamku, która będzie się opierała na mechanikach już gdzieś wykorzystanych, to czy taka gra z góry jest skazana na porażkę i oskarżenia o bezczelne zrzynanie?

Oczywiście z wrodzonego optymizmu (i we własnym najlepiej pojętym interesie, patrz refleksja druga :P) moja osobista odpowiedź na to pytanie brzmi: nie. Nic w tym złego. Jeżeli Rosenberg zrobi kolejną grę o budowaniu farmy i będzie to dobra gra, to i tak ją kupię (sorry za przykład, musiałem :P). Poza tym przecież pewnie znajdzie się jakiś fan planszówek, który nie słyszał o poprzednich 4 grach Rosenberga o budowaniu farmy i ta kolejna będzie dla niego nowością?

Można też zawsze grać tematem gry. Ktoś może zrobić grę, że wypisz wymaluj Caylus, ale nie budujemy zamku, tylko… prom kosmiczny. Akurat mnie tematyka eksploracji kosmosu nie kręci, ale na pewno jest cała grupa ludzi, którzy taką grę kupią chętniej, niż „kolejne średniowieczne pitu-pitu”. Albo zróbmy Agricolę, ale z fabryką zamiast farmy… i nie, nie będzie to to samo, co Factory Manager, bo FM nie miał problemu zarządzania zasobami ani planowania rozmieszczenia tafelków w fabryce (no dobra, trochę miał, ale zupełnie inaczej to wyglądało). Czy kupiłbym „Fabricolę”? Pewnie, że bym kupił, przecież lubię i Agricolę, i Factory Managera…

No, powiało optymizmem. A co Wy sądzicie? Macie przesyt kolejnymi tytułami takimi-samymi-jak-bazylion-innych? A może uważacie, że są obszary, tematy albo mechaniki, których jeszcze nikt nie ruszył i aż się proszą o grę?
PS. I nie, w tym ostatnim przypadku nie spodziewam się, że podzielicie się nimi w komentarzu 🙂

 

  • Jakub Małysa

    Szczerze mówiąc nigdy nie patrzyłem na przesyt planszowy z tej strony, ale faktycznie masz racje. Również uważam, że nie ma nic złego w powielaniu patentów pod różnymi zmianami (czy to nazwa, świat or whatever). Ostatnio zastanawiam się czy nie sprawić sobie nowego Imperial Assaltu od FFG, ale w szafie leży już Descent. I tutaj zaczyna się dylemat. Niby mechanika ta sama, silnik ten sam i wszystko wygląda identycznie od strony zasad (parę drobnych zmian i poprawionych błędów które mają miejsce w Descentcie), ale jednak klimat inny, modele inne i wszystko wieje świeżością. Btw. nie ma to jak świeże odpakowanie planszówki :3 to tak jak z nową książką 😀 Ale wracając do tematu. Cieszy mnie to, że rynek rośnie tak samo jak popyt na gry planszowe. Ostatnio można zaobserwować rosnące boom w tym temacie 🙂 I to właśnie sprawia, że trzeba nowych, czy to oklepanych czy totalnie innowacyjnych tytułów aby każdy nowy czy stary gracz miał po prostu wybór.

  • gryfius

    Odpowiadając na pytanie „czy to jest aż taka tragedia?” również
    odpowiem: nie. I również opieram to na moim optymizmie. 🙂 Ale nie
    tylko.

    Pierwsza sprawa, to sprawa, jaką już poruszyłeś: klimat.
    Jest
    tyle tematów, światów, całych uniwersów do sprawdzenia, zastosowania. I
    mimo tego, że mechanika nie będzie innowacyjna, przyjemnie będzie nad
    planszą podyskutować o tym klimacie, o tym świecie. Ile to razy zamiast
    grać, zaczęliśmy rozmawiać, dyskutować o świecie z planszówki. Zasada
    zresztą dotyczy innych dzieł: książki, filmy, gry komputerowe.

    Druga sprawa: dobrze, lepiej, najlepiej.
    Jakie
    mechaniki są, wiadomo. Jakie się sprawdzają, jakie dobrze współgrają,
    jakie przeszkadzają, wiadomo. Tyle, że nawet jeśli gry są w 90% podobne
    mechanicznie, to te 10% naprawdę może zrobić różnicę: w płynności gry, w
    decyzyjności, w przyjemności, jaką odczuwamy ogrywając dany tytuł.
    Innymi słowy, dwie gry niemal identyczne to niejednokrotnie różnica pomiędzy „uwielbiam tę grę”, a „już nigdy w to nie zagram”.

    Trzecia i ostatnia sprawa: na 100% zobaczymy jeszcze coś (i mam tu na myśli zarówno temat, wykonanie jak i i mechanikę) które jeszcze nie widzieliśmy. A potem podzielimy się na obozy, znienawidzimy ją lub pokochamy, i będziemy porównywać z kolejnymi grami 😉