Evolutio Rosenbergis, czyli od Agricoli do Arle

Pomysł na ten wpis zaczął mnie męczyć w momencie, gdy kilka tygodni temu czytałem recenzje Fields of Arle i raz po raz widziałem wtręty lub komentarze w stylu „po co kupować kolejnego Rosenberga, od Agricoli wszystko to to samo” albo „zagraj w jednego Rosenberga, to tak jakbyś zagrał we wszystkie Rosenbergi”. Postanowiłem się z tym stwierdzeniem rozprawić – w tę lub tamtą stronę. Ostrzegam jedynie lojalnie, że stężenie Rosenbergizmu w tym wpisie przekracza wszelkie cywilizowane normy.

Przedmiotem tego eksperymentu będą Rosenbergowe worker placementy, czyli po kolei w porządku chronologicznym: Agricola, Le Havre, Ora et Labora, Caverna oraz na koniec Fields of Arle. Widać jasno, że nie zaliczam tu ani At the gates of Loyang, ani Merkatora – bo nie są worker placementami, więc raczej nie ma po co bronić stwierdzenia, że się różnią od reszty (a to, że Loyang należy do tzw. Harvest trilogy razem z Agri i Le Havre, jest w tym dyskursie zupełnie bez znaczenia). Po długim zastanowieniu wyłączyłem też Glass Road (znów – bo nie jest to worker placement) – acz tutaj już miałem ciężki dylemat, bo sporo osób wrzuca tę grę do jednego worka z innymi.

Postaram się we wspomnianym porządku chronologicznym przejść przez te 5 tytułów i popatrzeć, który z którego co zapożycza – i czy rzeczywiście jak już zagrasz w Agricolę, to całą resztę możesz sobie odpuścić. Spróbujmy zawęzić temat do kilku głównych cech i jakoś je skwantyfikować. Każdą grę spróbuję więc opisać w takich oto przekrojach:

  • Development – czy i jak mocno mamy motyw rozwijania swojego przedsiębiorstwa / gospodarstwa / jaskini / czegokolwiek
  • Żywienie – klasyczne Rosenbergowe „wyżyw się lub giń” – jak mocno dana gra nas biczuje koniecznością wyżywienia naszego stadka (podstawowy czynnik stresogenny w Rosenbergach)
  • Łańcuszki produkcyjne – jak mocno przerabiamy jedne dobra w inne (i czy w ogóle mamy dużo różnych dóbr do przerabiania)
  • Kombosy – czy jedne karty / żetony mocno splatają się z innymi, tworząc zazębione bonusy dające bazylion surowców na turę
  • Rozpasanie gracza – czy mamy dużo możliwości i hulaj dusza, czy gra nam każe spieszyć się z każdą decyzją, bo za dwie kolejki już będzie za późno

Każdą cechę spróbuję (subiektywnie oczywiście) podać w spektrum: bardzo mało, mało, średnio, dużo, bardzo dużo. Dlaczego właśnie takie parametry? Bo to właśnie one (znowu, subiektywnie) wpływają najbardziej na moje odczucia, wrażenia i frajdę z rozgrywki. To właśnie te cechy dla mnie stanowią o tym, że w jedną grę się gra tak, a w inną inaczej – i mają znacznie większy wpływ, niż użyte w grze mechanizmy.

Agricola

Pierwszy farmerski Rosenberg ever. Gra, która przez długi czas siedziała w pierwszej trójce BGG, a nawet na topie. Pewnie przesadą będzie stwierdzenie, że samodzielnie wypromowała gatunek „worker placement”, ale przesada to będzie niewielka. Co więc mamy takiego w Agricoli, co może się powtarzać (albo różnić) w innych produkcjach Rosenberga?

  • Developmentu jest dużo. Mamy swoje gospodarstwo, rozplanowujemy je sobie i układamy różne elementy (dom, pastwiska, pola uprawne). Do tego jeszcze dokupujemy ulepszenia i pomocników.
  • Nacisk na żywienie jest duży. Musimy bardzo uważać na jedzenie, bo punkty ujemne za brak w tym zakresie bolą bardzo bardzo.
  • Łańcuszków produkcyjnych jest mało – w zasadzie przerabiamy tylko zwierzaki na żywność. Różnistych surowców nie ma też zbyt wiele (w porównaniu do innych gier z „wielkiej 5”).
  • Kombosów jest bardzo dużo – to jakie cuda można wykręcić odpowiednimi kombinacjami pomocników i usprawnień, to się filozofom nie śniło. Konsekwencją są jednak mocne dziury w balansie tychże kart, niektóre są znacząco lepsze od innych.
  • Rozpasanie gracza jest średnie – możemy sporo zrobić, gramy stosunkowo długo, ale z drugiej strony nasze gospodarstwo zaczyna hulać dopiero pod koniec rozgrywki.

Żeby nie było, że ściana tekstu, to macie losowe migawki z Rosenberga 🙂

 

Le Havre

Trzecia gra z „Harvest trilogy”, a zarazem pierwsza, która ni miała za bardzo nic wspólnego z rolnictwem – w zasadzie tylko tyle, że zboże jest jednym z surowców. Tym razem zamiast rozwijania gospodarstwa rozwijamy przedsiębiorstwo portowe. W zasadzie poza samą mechaniką worker placementu i koncepcją żywienia Le Havre niewiele wykorzystuje elementów swojej poprzedniczki. Jak więc Le Havre wpisuje się w nasz układ?

  • Developmentu jest mało – w zasadzie ogranicza się do kupowania kolejnych budynków, ale (to moje osobiste zdanie oczywiście) nie da się za bardzo wyczuć rozbudowywania czegoś „swojego”.
  • Nacisk na żywienie jest bardzo duży – jest to według mnie najbardziej paranoiczna gra Rosenberga w całej ekipie. Efekt nieco łagodzi możliwość wzięcia pożyczki i odkucia się później, ale i tak panika żywieniowa w Le Havre ma swoje szczyty.
  • Łańcuszków produkcyjnych jest dużo – bardzo wiele budynków przerabia coś w coś innego, mamy również dużo różnych zasobów (16 o ile mnie pamięć nie myli).
  • Kombosów w Le Havre jest mało – owszem, kilka budynków poprawia akcje na innych budynkach, ale to w zasadzie tyle.
  • Rozpasanie gracza jest małe – gramy niby dość dużo rund, ale ze względu na mocny nacisk na żywienie ciągle musimy się spieszyć z robieniem innych rzeczy.

Ora et Labora

Weź trochę z Agricoli (gospodarstwo), dopraw szczyptą Le Havre (przerabianie zasobów), wrzuć kilka zupełnie nowych składników (punkty za sąsiedztwo, rozbudowa terenu) – i masz Ora et Labora. W mojej opinii najdłuższy i najbardziej rozbudowany Rosenberg (ze szczególnie długim wariantem dwuosobowym). Z unikatowych cech – jest to jedyna gra z „5-tki”, w której można wykonywać akcje pionkami przeciwnika. No Panie, jak na eurosa, jest to poziom interakcji przyprawiający o zawrót głowy 🙂

  • Developmentu jest bardzo dużo – nie dość, że mamy swoje opactwo, na którym budujemy różne rzeczy, to jeszcze musimy dokupywać do niego ziemię (żeby móc zbudować jeszcze więcej różnych rzeczy) – aha, a rozmieszczenie tych różnych rzeczy jest bardzo ważne i trzeba je uważnie planować.
  • Nacisk na żywienie jest średni – z jednej strony nie ma przymusu, żeby mieć żywność, z drugiej jednak w pewnych momentach gry mamy opcję kupienia za ową żywność budynków, których nie da się kupić inaczej, a są warte bardzo dużo punktów. Czyli motywacja do żywienia i owszem jest, ale z pozoru mniej stresująca – metodą marchewki, a nie kija.
  • Łańcuszków produkcyjnych jest bardzo dużo – w OeL w zasadzie wszystko przerabiamy na coś innego (a koniec końców na punkty zwycięstwa). Mamy też 21 różnych zasobów (licząc oba warianty – francuski i irlandzki), co w ramach naszej szóstki daje palmę pierwszeństwa właśnie tej grze.
  • Kombosów jest bardzo mało – nie kojarzę w ogóle efektów, które podrasowują konkretne akcje (acz może coś mi umknęło, nie gwarantuję).
  • Rozpasanie gracza jest duże – raz przez to, że gramy bardzo długo (najdłużej zdaje się ze wszystkich opisywanych gier), a dwa że dróg do zdobycia punktów jest w Ora et Labora sporo.

Caverna

Wydaje mi się, że od tego tytułu zaczęły się głosy, że Rosenberg leci sztampą i jedyne co robi, to kolejne wersje Agricoli. Faktem jest, że Caverna bierze z Agricoli bardzo dużo (ja wiem, jakieś 2/3 mechaniki?). Mamy jednak pewne nowe elementy (ekspedycje), a kilka subtelnych różnic w zasadach sprawia, że (przynajmniej moim zdaniem) w Cavernę gra się zupełnie inaczej.

  • Developmentu jest bardzo dużo. Mamy wszystko to, co w Agricoli, a do tego jeszcze poprawianie kafelków gospodarstwa z jednych w inne i konieczność budowy jednych rzeczy na konkretnych innych rzeczach (ot kopalnie na przykład).
  • Nacisk na żywienie jest mały. Musimy się wyżywić, tak jak w Agricoli, ale pozyskiwanie jedzenia jest dużo łatwiejsze. Owszem, trzeba sobie to jedzenie jakoś zaplanować, ale generalnie stresu nie ma.
  • Łańcuszków produkcyjnych jest tyle co w Agri, czyli mało. Znowu – w zasadzie tylko zwierzaki (i inne rzeczy) przerabiamy na jedzenie. Dochodzi fajna mechanika rubinów, które możemy przerobić w zasadzie na cokolwiek (takie jokery).
  • Pod kątem kombosów Caverna spisuje się średnio – widać to szczególnie w zasobach, jest kilka budynków, które dają nam zasoby jeżeli robimy konkretne akcje. Można trochę na tym synergii zbudować, ale nie jest to główny element gry.
  • Rozpasanie gracza w Cavernie to wisienka na torcie – jest bardzo duże. Mamy dużo czasu, silniczek rozkręca się bardzo szybko (w porównaniu do innych gier oczywiście), dróg punktowania mamy bardzo dużo. Ogólnie – hulaj dusza, piekła nie ma.

Losowe migawki z Rosenberga part 2:

 

Fields of Arle

Najnowszy „farmerski” Rosenberg miesza kilka konceptów z Agricoli (idea rozwoju gospodarstwa, zwierzaki, itp.), zapożycza co nieco z Glass Road (ciasność gry i mała liczba akcji) i dodaje nowe mechaniki (rozwój narzędzi, handel z okolicznymi miasteczkami). Przy okazji jest największą, najdłuższą i najcięższą grą stricte 2-osobową, w jaką miałem okazję kiedykolwiek grać.

  • Developmentu jest dużo – mamy mocne poczucie rozbudowy własnego gospodarstwa (chociaż w przeciwieństwie do Agri, OeL i Caverny nie ma żadnego znaczenia, gdzie co kładziemy na planszy) i spory nacisk na pozyskiwanie nowych obszarów tegoż gospodarstwa (osuszanie bagien, budowanie grobli).
  • Nacisk na żywienie jest średni – działa to trochę jak w Ora et Labora… musimy co prawda żywić się co turę, ale ilości wymagane przez grę są śmiesznie małe. Z drugiej jednak strony budynki dające najwięcej punktów wymagają bardzo dużo jedzenia. Czyli znowu – bardziej marchewka, niż kij.
  • Łańcuszków produkcyjnych jest dużo. Nie ma co prawda tylu zasobów, co w Le Havre albo OeL, ale przerabianie jednych dóbr w inne jest kluczowym elementem mechaniki gry.
  • Kombosy – hmm… i tu mam dylemat. Z jednej strony jest nie ma w ogóle efektów w stylu „jak zbierasz drewno, to zbierz jedno więcej”, ale jest cała mechanika rozwijania narzędzi, dzięki czemu wykonujemy lepiej inne akcje. Umówmy się, że kombosów jest bardzo mało – bo jednak narzędzia to trochę inne zjawisko.
  • Rozpasanie gracza jest bardzo małe – Arle to zdecydowanie najciaśniejsza gra Rosenberga. W odniesieniu do tego, ile mamy możliwości i jak można punktować, mamy w grze bardzo mało czasu i bardzo mało akcji do wykonania. Dodatkowym czynnikiem stresogennym jest to, że pewne rzeczy dzieją się tylko w niektórych rundach (ot na przykład rozmnażanie zwierzątek), więc mamy duże ciśnienie, żeby z pewnymi akcjami wyrobić się wcześniej.

Co z tego wszystkiego wynika?

Subiektywnie rzecz biorąc – mamy do czynienia z kilkoma zupełnie różnymi grami. Oczywiście dużo elementów z jednego tytułu znajduje się potem w innych – ale w końcu są to gry jednego projektanta, więc czego innego mogliśmy się spodziewać. W pewnych aspektach wrażeń z gry (np. „ciasność” akcji albo poziom stresu żywieniowego) mamy tutaj naprawdę dużą polaryzację – żeby daleko nie szukać, na przykład Caverna jest zupełnie nieporównywalna do Le Havre w tym zakresie.

Nie byłbym oczywiście zapalonym eurosucharzystą, gdybym nie podszedł do sprawy również matematycznie. Po zamianie kryteriów słownych na liczby i zrobieniu prostego Excela wyszły mi następujące wnioski:

  • Agricola jest sumarycznie najbardziej podobna do wszystkich innych gier (czytaj: jeżeli zdzierżysz tylko jednego Rosenberga, to rzeczywiście zagraj w Agricolę, złapiesz najszerszy przekrój)
  • Najbardziej unikatową grą z całej paczki jest Le Havre, a po niej Caverna (czytaj: jeżeli chcesz zagrać w różne Rosenbergi, zagraj w Le Havre, potem w Cavernę, a potem możesz zagrać w coś jeszcze i raczej będziesz mieć różne wrażenia)

A wniosek już naprawdę końcowo końcowy? Najlepiej zagrać we wszystkie, w końcu mówimy o 5 grach, z których 3 zaliczyły pierwszą dziesiątkę BGG 🙂

 

  • Magda Glińska

    Alleluja! Wreszcie ktoś zgadza się ze mną, że to w LH najtrudniej się wyżywić! Na forum (w wątku o Cavernie) mnie wyśmiali, jak to napisałam…

    • Ink

      O, już Ci miałem linkować ten artykuł i pisać, że ktoś podziela twoje BŁĘDNE mniemanie :>

    • Stanisław Juźwicki

      Nie powiedziałbym, że najtrudniej – ale zdecydowanie najbardziej stresująco. Jak ktoś ma nerwy, żeby się mocno zapożyczyć, zainwestować a potem odbić, to LH żywi łatwiej, niż Agri. A jak ktoś jest asekurantem (jak ja), to zdecydowanie LH jest najbardziej przerąbane 🙂

  • No niestety – żywienie w Le Havre sprawia bardzo mylne wrażenie, że trzeba położyć na nie duży nacisk. Ale jeżeli zaciśnie się zęby, zamknie oczy i będzie się brało cały czas pożyczki na żywienie, okazuje się że da się wykręcić dużo większy wynik. Zebranie żywienia co rundę, to przynajmniej jedna akcja, którą można lepiej spożytkować. Te akcje można spożytkować rozpędzając szybciej łańcuszki produkcyjne, szybciej kupując lepsze statki, spławiać więcej towarów i za kasę spłacać pożyczki. Dodatkowo w końcówce gry wychodzi budynek, który pomaga się pozbywać pożyczek. Nie bez przyczyny Rosenberg wymyślił wariant, gdzie jak brakuje nam więcej żywności to bierzemy więcej pożyczek (nieliniowo)

    • Bogas

      +100 W pierwszych rundach gry, normą jest kombinowanie żeby pozbyć się tego jednego pieniądza czy ryby tak żeby z zebranej pożyczki zostały 3 franki. To, że ktoś się pakuje do twojego budynku i płaci rybę albo 1 franka, gdy ty właśnie się ich pozbyłeś, to najczęstszy powód jęków w naszych grach 😛

  • Rafał

    A jak mam Agricole to spodoba mi się Ora et Labora? Już kiedyś o tej grze myślałem. Podoba mi się ten kierat, ale w grę jeszcze nie grałem, dlatego pytam 😉

    • Stanisław Juźwicki

      OeL jest sporo cięższa od Agri, ale też daje więcej pola do popisu. Mnie pasuje 🙂