• Link to Facebook
  • Link to X
  • Link to Mail
  • Link to Rss this site
Orions
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Ostatnie wpisy na blogu
ZnadPlanszy.pl |BLOGI

Powodzenia! (w wolnym tłumaczeniu)

9 lutego 2015/5 komentarzy/w Blog, Recenzja/Autor Stanisław Juźwicki

W dzisiejszym wpisie będzie o tym, jak fajnie się pisze opinię o grze, która ma już ponad rok. Znajdzie się też miejsce na czerstwy, szowinistyczny żart. W tle zaś będzie jakaś planszówka, ale w sumie kogo to obchodzi. Do dzieła więc!

Wstawka humorystyczna 1

Zacznijmy od żartu. Wiecie, czym się różni facet na zakupach od kobiety na zakupach? Tym, że facet kupi za 200 PLN coś, co jest warte 100 PLN, ale właśnie tego w tym momencie potrzebuje i nie chce ganiać i szukać niższej ceny. Kobieta natomiast kupi za 100 PLN coś, co jest warte 200 PLN, mimo że wcale tego nie potrzebuje… ale przecież jest przecena, nie?

No więc historia zaczyna się od tego, że zachowałem się jak kobieta na zakupach. Nie potrzebowałem tak naprawdę nowej planszówki, ale oczekiwanie na Fields of Arle się przedłużało, zaprzyjaźniony sklep zaproponował dobrą cenę, więc kupiłem. Uwierzcie, naprawdę nie potrzebowałem.

Cóż, w ten oto sposób stałem się właścicielem egzemplarza „Szczęść Boże”, czyli polskiej, Lacertowej, wersji Gluck Auf / Coal Baron, autorstwa duetu Kramer & Kiesling. Gra ta już gościła na łamach ZnadPlanszy, konkretnie u Scheherazade oraz w Gradaniu. Dla formalności napiszę, że kupiłem grę najpierw, a sprawdziłem recenzje potem – ale i tak pewnie uznacie, że wymiguję się od opisywania mechaniki i reguł 🙂

To teraz w końcu coś o samej grze, co?

Żeby nie było, że wymiguję się tak całkiem – Szczęść Boże to bardzo typowy euro worker placement z gatunku tych zdecydowanie lżejszych. Wstawiamy swoich robotników w różne miejsca kopalni, dzięki czemu możemy wydobywać węgiel i realizować zamówienia na tenże węgiel. Nic szczególnie odkrywczego, mechanika pieszczotliwie nazwana „pick-up & deliver” w pełnym rozkwicie. Oczywiście było grane nie raz i w niejednym tytule… i tu nie ma jak nie wspomnieć o Magnum Sal… uff, to teraz już może Filip z Marcinem nie będą mnie ganiali z maczetami…:)

gluckauf2

Jak już wspomniałem o innych recenzjach, to streszczę jeszcze, że Agnieszce gra się spodobała, zaś chłopaki z Gradania, hmm… może nie to, że nie zostawili suchej nitki, ale ogólnie nie docenili uroków Gluck Auf.

Z mojej strony wrażenie jest raczej pozytywne, z zastrzeżeniem konkretnej grupy docelowej. Gra się bardzo fajnie, lekko i przyjemnie, więc nie widzę powodów do narzekania. Żeby tak nieco dokładniej, to może w punktach:

  • Podoba mi się ogólna mechanika gry – jest prosta, nikt nie próbuje na siłę wcisnąć dziwnych elementów, gra po prostu działa. Nie jest to jakiś wielki pean na cześć – po prostu jest ok. Z jednym dużym plusem – winda jest bardzo fajna.
  • Podoba mi się ciężar gry – każdy Wam powie, że Gluck Auf to gra lekka i nie ma w niej jakiejś większej głębi strategicznej. No i to prawda – nie ma. Akurat gra na godzinkę, żeby się zrelaksować. Do mojego top ten eurosucharów oczywiście nigdy nie trafi, ale bardzo często jest tak, że z żoną mamy wieczorem max godzinę / półtorej i nie wyciągniemy w takim przypadku nic pokroju Le Havre… Zwykle w takim przypadku na stole lądowało Thurn und Taxis, to teraz dyliżanse mają konkurencję.
  • Podoba mi się poziom interakcji – jest według mnie trochę większy, niż w standardowym eurosucharze. Standardowy eurosuchar działa tak, że z premedytacją gnoisz przeciwnikowi ruch tylko wtedy, kiedy rzeczywiście jest Ci z tym po drodze. Przeszkadzanie tylko po to, żeby przeszkodzić jest zwykle złym pomysłem. W Szczęść Boże ten próg opłacalności jest postawiony dość nisko: często zdarza się, że jest sens podebrać przeciwnikowi zamówienie albo wagonik, mimo że nam się nie składa teraz – pewnie złoży się w kolejnej rundzie, a przeciwnik ma zagwozdkę.

Oczywiście jeżeli spróbujecie do partii posadzić zaprawionych wyjadaczy, którzy Brassa biorą na rozgrzewkę, a potem zaczynają High Frontier, no to Gluck Auf nie wypali. Nie wypali również wtedy, gdy do stołu usiądzie ktoś, kto grę dobrze zna z kimś, kto gra pierwszy raz – wynik będzie dość mocno jednostronny. W innych przypadkach zupełnie nie widzę przeszkód, żeby pojeździć nieco windą w górę i w dół.

gluckauf1

PS. I zdecydowanie nie zgadzam się ze stwierdzeniem ekipy Ciuniek & Windziarz & Kwiatosz, że Stone Age jest lepszy. Nie jest. Klimatowi turlacze, żeby Was… 😛

PS2. Skoro już wcześniej wspomniałem o Mangum Sal – Gluck Auf jest zdecydowanie lżejsze od naszej rodzimej produkcji. W zależności od ekipy grającej może to oczywiście być albo wada, albo zaleta. Nie miałem niestety okazji grać w MS z Murią, ale zakładam, że jeżeli sama podstawka jest bardziej rozbudowana, niż Szczęść Boże, to z dodatkiem tym bardziej.

Wstawka humorystyczna 2

Czas wyjaśnić nieco enigmatyczny tytuł wpisu. Miałem niezły ubaw z tej gry jeszcze zanim odpakowałem pudło z folii. Otóż na tyle pudełka (oraz, jak się potem okazało, na pierwszej stronie instrukcji) jest wstępniak, który brzmi i tu cytuję:

„Szczęść Boże” to tradycyjne pozdrowienie polskich górników. W wolnym tłumaczeniu oznacza „Powodzenia!”

Znaczy, rozumiem, w wolnym tłumaczeniu z polskiego na polski? No bo przecież normalny nie-górnik nie złapie takiego slangowego zwrotu, jak „szczęść Boże”… 🙂

PS3. Napisałem, że jednym ze źródeł tego dość niecodziennego zakupu jest frustracja przedłużającym się oczekiwaniem na Fields of Arle. Jest szansa, że w tym tygodniu będzie, więc strzeżcie się – Rosenberga nigdy za wiele!

 

Tagi: gluck auf, lacerta, light euro, szczęść boże
https://orions.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/26/2015/02/gluckauf.jpg 374 923 Stanisław Juźwicki http://orions.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/26/2013/06/znadplanszy-orions.png Stanisław Juźwicki2015-02-09 21:02:082015-02-22 14:48:12Powodzenia! (w wolnym tłumaczeniu)
Artykuły, które również mogą się Tobie spodobać
Innowacje, czyli pudełko pełne paradoksów
https://www.facebook.com/stanislaw.juzwickihttp://orions.znadplanszy.pl/kontakt/

Stanisław "Orions" Juźwicki
Łodzianin napływowy. Prywatnie ojciec dwójki dzieci, oczywiście wciąganych już w planszówki. Zawodowo gość z pogranicza informatyki i biznesu. No i przede wszystkim hobbystycznie – miłośnik dobrych gier kooperacyjnych i ciężkich „eurosów’’, poza tym od czasu do czasu macza palce w organizacji planszówkowego życia w Łodzi.

Orions

NAJNOWSZE WPISY

  • Weekend z przyjemnymi niespodziankami8 marca 2015 - 21:10
  • Evolutio Rosenbergis, czyli od Agricoli do Arle2 marca 2015 - 19:13
  • Poza strefą komfortu26 lutego 2015 - 20:05
  • Ale to już było…23 lutego 2015 - 19:54
  • Goła ziemia w Arle, czyli punktowanie bez budynków20 lutego 2015 - 21:20
  • Rzut okiem – Paperback19 lutego 2015 - 18:43
  • Fields of Arle, czyli co tam Panie we Fryzji…14 lutego 2015 - 13:01
  • Rzut okiem – Concordia12 lutego 2015 - 10:29
  • Powodzenia! (w wolnym tłumaczeniu)9 lutego 2015 - 21:02
  • Madeira5 lutego 2015 - 13:17

Kategorie

  • Blog
  • Felietony
  • Recenzja

Pages

  • Kontakt
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje

Archiwa

  • marzec 2015 (2)
  • luty 2015 (10)
  • luty 2014 (1)
  • styczeń 2014 (1)
  • listopad 2013 (5)
  • październik 2013 (13)
  • wrzesień 2013 (4)
  • sierpień 2013 (8)
  • lipiec 2013 (8)
  • czerwiec 2013 (8)
RSS Feed Logo RSS Feed Logo Subscribeto RSS Feed

ZnadPlanszy.pl

  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
© Copyright - Orions | ZnadPlanszy.pl
© 2013 ZnadPlanszy.pl Wszystkie prawa zastrzeżone | Serwis stworzony przez T&Y Board Solution - Enfold Theme by Kriesi
  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
Link to: Madeira Link to: Madeira Madeira Link to: Rzut okiem – Concordia Link to: Rzut okiem – Concordia Rzut okiem – Concordia
Scroll to top Scroll to top Scroll to top