Hansa Teutonica, czyli „Co Ty wiesz o sucharach…”

Zabierałem się za ten wpis już od jakiegoś czasu. Tak konkretnie to od czasu, kiedy w komentarzach do tego wpisu Palmer stwierdził, że dostrzeganie klimatu w Goa (która dla mnie jest bardzo klimatyczna) jest dziwac… eee… moim bardzo indywidualnym odczuciem 🙂 Stwierdziłem wtedy, że koniecznie muszę napisać kiedyś o Hansa Teutonica, która to gra jest bardzo wysoko na mojej liście ulubionych tytułów. Stało się, oto wpis.

O co chodzi w Hansa Teutonica?

No więc wersje są dwie:

Wersja pierwsza. W Hansa Teutonica chodzi o rozbudowywanie potęgi handlowej naszej organizacji, zrzeszonej w hanzie bałtyckiej. Potęgę ową rozbudowujemy poprzez fundowanie kantorów handlowych w różnych miastach i tworzenie szlaków handlowych między tymi miastami. Wygrywa gracz, który na różne sposoby najbardziej wzmocnił swoją kupiecką organizację.

Wersja druga. W Hansa Teutonica chodzi o ustawianie kostek naszego koloru na planszy (w miastach albo między miastami), przesuwanie tych kostek z jednego miejsca na drugie, czasem również przestawianie albo zrzucanie kostek przeciwnika. Wygrywa gracz, który ma na koniec gry najwięcej PZ-ów.

Ekhem. No więc, żeby nie było, ja bardzo lubię euro-suchary. Ba, ja w nich nawet potrafię dostrzec „theme”, czyli ów nieokreślony klimat. Jakby tu rzec… w Hansa Teutonica nawet ja wysiadam. To jest po prostu gra o mieszaniu kostkami po planszy. Ta sama mechanika równie dobrze mogłaby opisywać grę o zarządzaniu przetwórnią rybną.

Odrobina mechaniki

Mechanicznie Hansa jest bardzo prostą grą. Tura gracza składa się z pewnej ilości akcji (na początek 2, potem można się rozwinąć do 5). W ramach akcji można zrobić jedną z 5 rzeczy:

  • wyłożyć kostkę z ręki na planszę (jedną sztukę)
  • dobrać kostki z banku do ręki (3 na początek, potem można więcej)
  • przesunąć swoje kostki na planszy (2 na początek, max 5)
  • wyrzucić kostkę przeciwnika z miejsca na planszy (to dość droga opcja, musimy zapłacić dodatkową kostkę do banku, a przeciwnik za darmo dostaje dodatkową kostkę z banku)
  • zapunktować szlak handlowy

Pierwsze cztery akcje są dość oczywiste, a żeby wytłumaczyć piątą, obrazek poglądowy:

hansa-1

Zauważcie trzy fioletowe kostki między Minden, a Brunswick. Droga pomiędzy tymi miastami to właśnie szlak handlowy. Jeżeli fioletowy gracz miałby swoje kostki na wszystkich 4 miejscach na tym szlaku, mógłby go „zapunktować”. Dzięki temu może wrzucić jedną z tych 4 kostek do któregoś z miast na krańcach szlaku (czyli w tym przypadku Minden albo Brunswick). Pozostałe kostki spadają do banku. Po co miałby to robić? Ano dlatego, że gracz, który kontroluje dane miasto (ma w nim najwięcej kostek, albo kostki w najlepszych miejscach), dostaje PZ-y za każdym razem, gdy ktoś punktuje pobliski szlak.

Poza tym punktowanie szlaku daje jeszcze jedną korzyść. Jeżeli jednym z krańcowych miast jest miasto specjalne (jest kilka takich na mapie), gracz zamiast wstawiania kostki do miasta, może rozwinąć się w jednej ze ścieżek rozwoju. Każde miasto rozwija konkretną ścieżkę. I znów obrazek poglądowy:

hansa-2

Powyżej widzicie planszę rozwoju, którą dostaje każdy gracz. Widać na niej 5 ścieżek: klucze na górze po lewej, akcje na górze po prawej, przywileje na dole po lewej, książkę po środku i sakiewkę na dole po prawej. Miejsca zakryte kostkami oznaczają nierozwinięte poziomy w danej ścieżce. Zapunktowanie szlaku blisko miasta specjalnego pozwala nam zdjąć kostkę z danej ścieżki, co oznacza odsłonięcie pola z większymi możliwościami. Przykładowo, odsłonięcie miejsca z akcjami pozwala nam wykonywać więcej akcji w rundzie, odsłonięcie sakiewki pozwala brać więcej kostek z banku w jednej akcji, itp. itd.

Jeżeli idzie o mechanikę samej rozgrywki, to w zasadzie byłoby tyle, jest jeszcze kilka drobiazgów (żetony bonusowe, które potrafią czasem dać niezłego kopa), ale samą ideę już znacie.

Co tu takiego fajnego?

Na samym początku napisałem, że Hansa jest jedną z moich ulubionych gier. Tak, nawet mimo totalnego „zsucharzenia” bardzo tę grę lubię. Z kilku powodów:

Prostota. Tłumaczenie zajmuje 5 minut, rozgrywka na dwie osoby może z 40. Jeżeli do stołu usiądą ludzie, którzy grę znają, to gra na 5 osób jest w stanie się zamknąć w godzinę.

Interakcja. Tak, nie przesłyszeliście się. Ta gra ma bardzo wredną negatywną interakcję, bezpośrednie uwalanie innych graczy i mimo tego puszczam to jako plus. Dlaczego? Bo w Hansie kopnięcie innego gracza raczej nie jest osobiste, to jest „nothing personal, just business”.

Easy to learn, hard to master. Gra jest prosta w zasadach, ale w rozgrywce trzeba już się nakombinować. Poza jednym naprawdę drobnym czynnikiem (żetony bonusowe) w Hansie nie ma losowości, więc 95% gry można kontrolować. Jeżeli dostanę bęcki, to jest to tylko i wyłącznie wina tego, że źle skontrowałem posunięcia przeciwnika, a nie tego, że przeciwnik miał farta, a ja nie.

Wiele dróg do zwycięstwa. Moja ulubiona cecha Hansy. Kryteriów punktowania jest bodajże 6, więc można w bardzo różny sposób dążyć do zwycięstwa. Można skoncentrować się na złapaniu dużej ilości żetonów (dają punkty na koniec gry), można iść na zbudowanie sieci kantorów (im więcej połączonych miast w sieci, tym więcej punktów), można starać się kontrolować jak najwięcej miast (każde kontrolowane miasto daje punkty), można w końcu starać się zrobić tzw. „rush” – szybkie zwycięstwo zanim przeciwnicy zdążą rozwinąć skrzydła. Oczywiście z rushem jest ten problem, że osoba która gra w ten sposób rozwija się dużo wolniej, więc jeżeli nie uda jej się wygrać dostatecznie szybko, zostanie w tyle. Innymi słowy, co rozgrywka, to inny scenariusz.

…Grafika. Ok, to już moje subiektywne zdanie. Mnie się ta gra (w zasadzie plansza) bardzo podoba estetycznie. Wiem, że to jest mocno kontrowersyjna opinia (wielu osobom przeszkadza ten styl), oh well – mnie pasuje.

Konkluzja

W zasadzie całym wpisem chciałem przekazać jedną myśl – jest taka jedna gra, która jest bardzo fajna mimo totalnego wyprania z jakichkolwiek nawet resztek klimatu. Ba, koło klimatu to ta gra nawet nie leżała, a i tak gra się świetnie. Innymi słowy, macie okazję – spróbujcie koniecznie.

A na koniec… obrazki 🙂

 

 

  • Kamil „MacKill” Majkowski

    Kurczę, znowu kolejna gra na liście zakupów… Ja siadając do Euro nawet nie zastanawiam się czy jest klimat czy nie ma. Gra ma być dobra mechanicznie, dająca dużo możliwości, kombinowania i funu. Reszta schodzi na dalszy plan. Uwielbiam Caylusa, Troyes, Trajana. W szafie leżą nietknięte Zamki Burgundii i raz grany T’zolkin. Żadna nie grzeszy „klimatem” i jakoś to mnie nie boli ;). Dzięki za „reckę”.

    • Stanisław Juźwicki

      Polecam w takim razie „tknąć” Zamki Burgundii. Bardzo fajna gra 🙂

      • Kamil „MacKill” Majkowski

        Tknę na pewno, tylko czekam na odpowiedni moment.

  • Monika Żabicka

    Zamki tak, Hansa nie ;p

  • Moni Q.

    Jak klimat jest mi zupełnie niepotrzebny w grach to HT wyprała mi mózg a dodatkowo pozostawiła mnie na długo z zamarłym na ustach pytaniem WTF? 😉

  • Pingback: Orions | Grafika w planszówkach – hity i pudła ZnadPlanszy.pl()