Jest-li kanon, czy go nie ma?

Po moim wcześniejszym wpisie (tutaj) na temat gier dobrych do wciągania innych w planszówki, Tycjan opublikował (tutaj) wpis, z którym nie mogę się w całości zgodzić. Ogólna teza Tycjana (tak, jak ja ją rozumiem) jest taka, że nie ma uniwersalnych gier dobrych do polecania i że wszystko zależy od indywidualnych preferencji, w które trzeba trafić, polecając grę.

Do tego momentu jest ok – pełna zgoda. Wiadomo, że nie każdemu podpadnie to samo, można się zaskoczyć w obie strony – coś co jest popularne, może nie podejść, a coś co jest mocno niszowe, może się bardzo spodobać. Jest jednak pewna konsekwencja takiego rozumowania: jeżeli musimy dobrać coś indywidualnie pod gusta pytającego o polecenie gry, to musimy najpierw te gusta poznać. To wszystko jest zasadniczo oczywistością… w teorii. Z mojego doświadczenia niestety teoria nie wytrzymuje brutalnego zderzenia z praktyką, przynajmniej w sytuacji, w której ja zwykle polecam gry. Jeżeli zapraszam znajomych do siebie na wieczór, to jest komfort, mogę pokazać biblioteczkę gier, pogadać w spokoju i w ogóle. Na imprezie planszówkowej wygląda to zgoła inaczej…

Scenka rodzajowa

Przedstawię Wam standardową scenkę, rozgrywającą się bardzo często na imprezie, którą prowadzę, czyli na Łódzkim Porcie Gier. Jestem zresztą absolutnie pewien, Tycjan, że Tobie ta sytuacja również wyda się znajoma. No więc wyobraźcie sobie imprezę planszówkową, trwa sobie w najlepsze, kręcę się w okolicach wypożyczalni gier i podchodzi do mnie Odwiedzający. Odwiedzający często pierwszy raz jest na tego typu imprezie, więc rozgląda się dookoła i nie bardzo wie, co ma robić. Podchodzę więc do rzeczonego Odwiedzającego…

Ja: Cześć, witaj na Ełpegu. Pewnie chcesz w coś zagrać…
Odwiedzający: Taaaak… Co mi Pan poleci?
Ja: Ok, pytanie numer jeden – ilu Was jest i ile macie czasu?
Odwiedzający: Czwórka, a czasu mamy sporo.
Ja: Wspaniale, zaraz coś wybierzemy. Coś bardziej do powygłupiania się i śmiechu, czy coś, gdzie trzeba trochę pogłówkować?
Odwiedzający: Niech będzie coś poważniejszego.

Zauważyliście, jak cwanie próbowałem wybrnąć tym ostatnim pytaniem? 🙂 Gdyby padła odpowiedź, że coś bardziej do śmiechu, wybór imprezówki na 4 osoby jest dużo prostszy, zawsze coś fajnego się znajdzie. „Niestety” jednak, tym razem trzeba się będzie wysilić.

Ja: Ok, graliście już w jakieś planszówki? Coś Wam przypadło do gustu?
Odwiedzający: Taaaak, w Chińczyka 10 lat temu…

Pierwsza próba, czyli dobranie czegoś podobnego, do tego, co klient lubi. Niestety, nieudana. Cóż, kombinujemy dalej.

Ja: Dobrze, to pytanie pomocniczo – pogrążające. Wolelibyście grę ekonomiczną, gdzie trzeba zarządzać dobrami, czy może przygodówkę, gdzie wypełniamy zadania? Może być gra, w której będziecie się bezpośrednio zaczepiać, czy wolicie coś bardziej pokojowo nastawionego?
Odwiedzający: Wie Pan, nie wiem… coś, żeby się żonie spodobało.

Próbowałem zawęzić pole poszukiwań, ale bez skutku. Nie śmiejcie się z tego tekstu o podobaniu się żonie, to jest jak najbardziej sensowny argument i często pada. W końcu wszyscy mają się dobrze bawić, nie tylko mój rozmówca. BTW, jest to również straszliwa pułapka – zakładanie, że ponieważ rzeczona żona jest płci żeńskiej, to lubi konkretny typ gier, jest prostą drogą do samobójstwa. Mam koleżanki, które uwielbiają gry na wyniszczenie tudzież gry ze zdrajcą. Czas na chwycenie się ostatniej deski ratunku, czyli settingu gry…

Ja: Mhm. A jakieś preferencje co do tematu? Coś w klimacie fantasy? Eksploracja kosmosu? Handel w epoce renesansu? Do wyboru, do koloru…
Odwiedzający: Byle nie science-fiction! Reszta może być.

Eh, chociaż tyle. Repertuar pytań naprowadzających mi się skończył i teraz muszę przejść po prostu do pokazywania konkretnych gier i krótkiego opisywania ich w nadziei, że coś zahaczy.

Podsumowanie

Zauważcie, że wcale nie chcę zasugerować, że Odwiedzający z powyższego akapitu to jakaś gapa, czy cokolwiek w tym stylu. Człowiek pierwszy raz jest na tego typu imprezie, widzi stoły zawalone kilkoma setkami pudeł i nie wie co począć – jego zachowanie w przykładzie powyżej jest jak najbardziej zrozumiałe i racjonalne. To ja w tym momencie mam wyzwanie, żeby coś mu dobrać. Zauważcie też, że jeżeli człowiek nie ma wcześniejszego doświadczenia, nie bardzo jak jest go spytać o to, jaki ciężar gry (Stone Age czy Ora et Labora) mu podejdzie. Dla bezpieczeństwa lepiej by było dla mnie, żebym miał jakieś evergreeny, które mogę polecić w ciemno i mieć dużą szansę, że zahaczą.

To wszystko i tak opiera się na optymistycznym założeniu, że mam te 15 minut, żeby z odwiedzającym porozmawiać. Często jest tak, że widzę 3-4 kolejne osoby, które czekają na pomoc w doborze gry i muszę przejść do punktu 2, czyli polecamy w ciemno coś co ma największe szanse się sprawdzić. I tutaj już muszę albo zgadywać, albo opierać się na bardzo niekompletnej wiedzy.

No, tym przydługim wywodem chciałem w zasadzie powiedzieć: tak, Tycjan, zawsze lepiej dobrać komuś grę „szytą na miarę”, ale nie zawsze mam ten „luksus” 🙂 W związku z tym przyjmuję założenie, że gra poniżej pewnego poziomu skomplikowania ma większe szanse zaskoczyć i gier typu Puerto Rico, Agricoli, Wysokiego Napięcia i innych o podobnym ciężarze praktycznie nigdy nie polecam na pierwszy raz. To wszystko sprawia, że bardzo cenię sobie wypracowanie „kanonu”, który mogę polecać (prawie) bez zastanowienia.

A na zakończenie mem, który ostatnio mi się bardzo spodobał, a przy okazji jest bardzo odpowiedni do tematu.

ekstrapolacja

PS. Oryginał obrazka tytułowego pochodzi z galerii Reddit, dostępnej tutaj.